wtorek, 25 grudnia 2012

Gwiazdkowy cud cz. 1/2



Gwiazdkowy cud
Rok 1985
Wigilijny wieczór jest zawsze największym przeżyciem dla małych dzieci. Od rana niecierpliwie wyczekują pierwszej gwiazdki, by móc zasiąść z całą rodziną do kolacji, a potem rozpakować prezenty.
Drobna, pięcioletnia mała dziewczynka o blond włosach, siedziała na dywanie przed olbrzymią choinką, ozdobioną bombkami, świeczkami, kolorowymi łańcuchami i lampkami. Z podekscytowaniem rozrywała papier, w który kilka dni wcześniej rodzice starannie opakowywali prezenty. Wreszcie wyjęła z pudełka parę łyżew. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, marzyła o takim prezencie. Rodzice zaśmiali się cicho, patrząc jak ich córka skacze z podekscytowania. Nie było łatwo zdobyć te łyżwy, w tamtych czasach ludzie nie mieli takiego wyboru, jak obecnie. Mężczyzna pocałował kobietę w czoło i podszedł do córki by pomóc zawiązać jej sznurowadła. Ani przez chwilę nie żałowali wydanych na ten prezent sporych pieniędzy, zwłaszcza mama małej dziewczynki, która widziała w niej siebie za młodu. Była pewna, że jej córka zrobi wielką karierę jako zawodowa łyżwiarka.

Rok 2000, trzy dni do Wigilii
Od tamtego czasu wiele zmieniło się na świecie, jednak jedna rzecz pozostała bez zmian. Duch, magia świąt nie uległy żadnej zmianie. To w tych dniach rosły kolejki w sklepach, gdyż ludzie poszukiwali idealnych prezentów dla swoich bliskich. To w tych dniach całe rodziny zjeżdżały się i wspólnie spędzały czas, a małe dzieci nadal wyczekiwały pierwszej gwiazdki by wreszcie otrzymać prezenty od Świętego Mikołaja.
Nowo otwarte centrum handlowe, pierwsze w tej małej miejscowości cieszyło się dużym zainteresowaniem wśród mieszkańców. Dzieci bawiły się w specjalnie wyznaczonych na to miejscach, a w tym samym czasie rodzice obserwowali swoje pociechy, popijając przy tym gorącą kawę lub czekoladę. Młodzi ludzie korzystali z różnych rozrywek, takich jak kino, kręgle czy lodowisko.
Basia nie była zadowolona z tego, że tu jest, jednak po długich namowach przyjaciółki zgodziła się z nią tu przyjść, obiecała sobie jednak, że za żadne skarby nie wejdzie na lód.
-Nawet nie wiem, czy pamiętam jak się jeździ- Zuza rzuciła z lekką obawą w głosie. –Nie mam zamiaru obić sobie całego tyłka- spojrzała na swoją przyjaciółkę, która nerwowo przyglądała się ludziom jeżdżącym na lodowisku.- Co myślisz?- zwróciła się bezpośrednio do niej by wreszcie zwróciła na nią swoją uwagę.
-Tego się nie zapomina- odparła bez wahania, lekko przygaszonym głosem. –To tak jak z jazdą na rowerze- dodała po chwili i westchnęła cichutko.
-No nie wiem, coś czuję, że zaliczę dzisiaj kilka upadków- w głosie brunetki słychać było obawę. Ostatni raz miała łyżwy na sobie jakieś dziesięć lat temu, całkiem nieźle jej wtedy szło. Cóż się dziwić, skoro to Basia ją wtedy uczyła, ale minęło już tyle lat, była pewna, że teraz na pewno wszystko zapomniała.
-Ja cię złapię- dziewczyny obróciły się jednocześnie, w stronę chłopaka, który stał za nimi.
-Patryk- Zuza zapiszczała głośno i rzuciła się chłopakowi na szyję. Baśka wywróciła ostentacyjnie oczami, ale wymusiła na twarzy leki uśmiech.
Patryk jest chłopakiem Zuzy, są parą od pół roku. Znaja się od małego, ale dopiero niedawno zakochali się w sobie.  Od tych sześciu miesięcy są nierozłączni, wszędzie razem. Kiedy brunetka zaproponowała Basi wspólny wypad do centrum, dziewczyna liczyła na to, że spędzą go tylko we dwie, już dawno nigdzie razem nie wychodziły. Oczywiście cieszyła się ze szczęścia przyjaciółki, tęskniła jednak za nią trochę. Raz nawet wspomniała o tym Zuzie, ale ta opacznie zrozumiała jej słowa i postanowiła znaleźć chłopaka dla niej.
-Cześć- gdy wreszcie oderwali się od siebie zauważył ją.-Co wy tu robicie dziewczyny?
-Postanowiłyśmy z Baśką pójść na łyżwy- Zuza uśmiechnęła się do niego szeroko, tak właściwie to nie odrywała od niego wzroku.
-Ty postanowiłaś- blondynka mruknęła pod nosem, ale zakochane gołąbki nie usłyszały jej.
-Uwielbiam jeździć, w Ameryce lodowiska były co sto metrów- Patryk często lubił wspominać o swojej drugiej ojczyźnie, jak mawiał.
Jego mama byłą Polką, a tata Amerykaninem. Pani Dowson, wcześniej Przybylska, wyjechała z kraju pod koniec lat siedemdziesiąty w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Wielu ludzi w tamtych czasach emigrowało z kraju, który był pod wielką kontrolą Związku Radzieckiego. Patryk do piątego roku życia mieszkał w USA, potem jednak gdy jego mama odziedziczyła restaurację w Polsce, postanowili wrócić. W przedszkolu dzieci śmiały się z jego akcentu, oprócz Zuzy i Basi, wkrótce trójka ta stała się nierozłączna. Dziewczyny często słyszały jak to w Stanach wszystko było łatwo dostępne, ludzie mogli kupować co tylko chcieli, a dzieci codziennie mogły jeść słodycze. W Polsce w tamtych czasach symbolem luksusu były mandarynki, które zawsze kupowane\o w święta i nie jednemu maluchowi dostarczały one wiele radości.
-Ty, Amerykanin nie gadaj tyle, tylko pokaż jak jeździsz- brunetka uwielbiała droczyć się ze swoim chłopakiem, zawsze w tedy obruszał się lekko i śmiesznie marszczył nos.
Byli tak pochłonięci sobą, że dopiero po chwili zorientowali się, że Basia jest już kilka kroków przed nimi i zmierza w kierunku ogromnej kolejki.
-Jaka kolejka- Patryk jęknął głośno, gdy już udało im się dogonić blondynkę.- W Ame…
-W Ameryce na pewno takich nie ma, tak wiemy kotek- Zuza weszła mu w słowo, pogłaskała go delikatnie po policzku i musnęła jego usta.- Od piętnastu lat mieszkasz w Polsce, powinieneś być przyzwyczajony –Basia od dłuższej chwili nic się nie odzywała, ciągle wpatrując się w lodowisko. –Basiek wszystko w porządku?
-Co?- przyjaciółka wyrwała ją zamyślenia.- Tak, wszystko ok- ton jej głosu nie brzmiał jednak przekonująco, nawet Patryk zorientował się, że coś jest nie tak. Nie chciał jednak wprowadzać ponurej atmosfery, dlatego powiedział:
-Coś się ruszyło, chodźcie.

-Baśka, nie żartuj i właź na ten lód- Zuza krzyczała w stronę przyjaciółki. Razem z Patrykiem już od kilku chwil znajdowali się na lodzie, jak się okazało Basia miała rację, nie zapomniała jak się jeździ, jej chłopak miał z tym jednak lekkie problemy. Blondynka nie miała jednak zamiaru ruszyć się z ławki. –Baśka, nie każ mi iść do…- nie skończyła zdania, gdyż usłyszała jęk bólu swojego ukochanego. Patryk z trudem podnosił się już kolejny dziś raz z lodu.
-Ta mała mnie popchnęła- wskazał palcem, na małą, góra sześcioletnią dziewczynkę.
-Jak taki wielki potwór mógł cię powalić- Zuza zachichotała pod nosem.
-Bardzo śmieszne- odburknął jej i zaczął rozmasowywać bolące miejsca. Mała dziewczynka, która rzekomo wywróciła go, przejechała obok nich, wytykając język w stronę chłopaka. -Widziałaś?- zwrócił się w stronę Zuzy- jak ją dorwę- kolejny raz zaliczyłby dzisiaj upadek, gdyby nie jego dziewczyny, która pomogła mu utrzymać równowagę.
-Zapomnij o niej i pomóż mi nakłonić Baśkę do wejścia na lodowisko- uśmiechnęła się do niego szeroko i popatrzyła na niego błagalnie.
-Masz szczęście, że nie potrafię ci odmówić- zaśmiała się cicho i pocałowała go lekko w usta.

Basia obserwowała swoich przyjaciół, jednak tak naprawdę myślami była kompletnie gdzie indziej. W tym miejscu, wspomnienia, które przez tyle lat próbowała wymazać ze swojej pamięci, powróciły ze zdwojoną siłą.

Rok 1997, Moskwa
Młoda, szesnastoletnie dziewczyna nerwowo poprawiała swój kostium. Za pięć minut czekał ją najważniejszy występ w życiu, bardzo się denerwowała. Po wczorajszym programie krótkim zajmowali z Saszą pierwsze miejsce, byli murowanymi kandydatami do zdobycia mistrzostwa, a tym samym wywalczenia kwalifikacji olimpijskiej.
Od pamiętnej gwiazdki, gdy dostała wymarzoną parę łyżew minęło ponad dziesięć lat. Przez ten czas Basia została dwukrotną mistrzynią kraju, a eksperci widzieli w niej wielki talent. Zrezygnowała jednak z kariery solistki, gdy dostała propozycję z obozu rosyjskiego, by zostać partnerką Saszy Kovalevicza. Nigdy nie jeździła w parze, od zawsze marzyła tańczyć solo, chciał również startować w barwach Polski, jednak matka przekonała ją, że to jest jej życiowa szansa i zgodziła się przyjąć tę propozycję. W tamtych czasach zawodowi sportowcy nie mieli łatwo w kraju. Brak sprzętu, miejsca do ćwiczeń oraz wykwalifikowanego sztabu treningowego, nie ułatwiał przygotowań do największych imprez sportowych. Poza tym dyscyplina, którą zdecydowała się uprawiać nie należała do najpopularniejszych w Polsce. Gdy przyjechała do Moskwy zastała tam kompletnie inne warunki niż w kraju, było tam wszystko czego potrzebował każdy zawodowy łyżwiarz.
Sasza był trzy lata starszy od niej, miał też większe doświadczenie, jeśli chodzi o jazdę na lodzie. Był perfekcjonistą, wiele wymagał od siebie, ale też od niej. Całe dnie spędzali na lodowisku lub siłowni, nawet nie pamięta kiedy zostali parą. To stało się automatycznie, ciągle przebywali ze sobą i uznali to, za oczywiste, że powinni być razem.
Tak bardzo denerwowała się tym występem, nie dlatego, że miał on decydować o ich kwalifikacji olimpijskiej, ale dlatego, że po raz pierwszy miała wykonać na oficjalnych zawodach kombinację skoków 3/3/3 (3flip/3toeloop,/3 toeloop). Na treningach raz jej to wychodziło, raz nie, nie była przekonana do pomysłu by włączać te kombinację do ich programu, ale Sasza i trener uparli się. Dobrze wykonana zapewniłaby im ogromną przewagę nad przeciwnikami, a także zrobiłaby z nich głównych pretendentów do złotego medalu, jednak i bez niej byli wstanie wygrać.
Upadła, nie dała rady wykonać ostatniego skoku. Pozbierała się szybko i dokończyli program, ale wiedziała, że nie wygrają. To była ich jedyna kombinacja, która teraz nie zostanie zaliczona całkowicie, stracą wiele punktów. Widziała rozczarowanie w oczach Saszy, trenera i matki.
-Wszystko zepsułaś, nawet jednej rzeczy nie potrafisz dobrze wykonać!- gdy tylko zeszli z lodowiska Sasza zwrócił się do niej z pretensjami.- Wiedziałem, że nie powinienem brać jakiejś amatorki z zapyziałego kraju.
-Sasza, przepraszam- w jej oczach pojawiły się łzy, wiedziała, że zawaliła i źle się z tym czuła, miała jednak nadzieję, że jej chłopak doda jej trochę otuchy.- Mówiłam ci, że nie jestem jeszcze gotowa by wykonać tę kombinację- chciała podejść do niego i przytulić się, ale odepchnął ją i odsunął się kilka kroków w tył.
-Jestem profesjonalistom, nie będę zadawać się z takimi amatorami- odwrócił się i odszedł. W tedy zdała sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy jej nie kochał, była pewna, że nawet za nią nie przepadał. Robił to wszystko tylko po to by zdobyć upragniony cel, zwycięstwo i sława były dla niego najważniejsze.
Od trzech lat Basia nie miała na sobie łyżew, od pamiętnego turnieju w Moskwie przysięgła sobie, że już nigdy nie wejdzie na lód. Bała się, że to znów się powtórzy, że znów wszystkich zawiedzie, nie chciała przechodzić  tego jeszcze raz.

Marek Nowak miał już serdecznie dość tego dnia. Do Wigilii zostały już tylko trzy dni, a on cały czas spędzał w pracy. Nie miał nawet chwili czasu, by móc rozejrzeć się za prezentami dla bliskich. Jedynym plusem tej sytuacji było to, że jest zwolniony ze wszelkich obowiązków domowych. Już od samego rana został zagoniony przez przełożonego do wypełniania zaległych akt, a uzbierało ich się sporo. Teraz za to, gonił podejrzanego o zabójstwo mężczyznę po całym centrum handlowym.
-Jakby grzecznie, nie mógł wystawić rączek do skłucia- mruczał pod nosem, przepychając się pomiędzy ludźmi, starając się przy tym nie stracić podejrzanego z oczu. – Czy oni zawsze muszą uciekać?- pokręcił z dezaprobatą głową, gdy ujrzał jak mężczyzna wbiega na lodowisko.- Stój, policja!- krzyknął w jego kierunku, wiedział jednak, że to nic nie da. –Ślizgać mu się zachciało, cholera.
Niepewnie postawił nogę na lodzie, jego sportowe buty okazały się diabelnie śliskie i nie pomagały mu w utrzymaniu równowagi. Wymachując rękami jak oszalały udało mu się jakimś cudem złapać balans, co więcej tym sposobem zaczął zbliżać się do uciekiniera. Gdy wydawało mu się, że za chwilę złapię tego mężczyznę, zawiezie na komendę, przesłucha i zamknie, a potem spokojnie będzie mógł napić się orzeźwiającej kawy, stało się coś, czego nigdy by nie przewidział. Jakaś młoda dziewczyna wpadła na niego, co spowodowało, że stracił równowagę i upadł na lód. Gdy podniósł się i rozejrzał dookoła, po ściganym mężczyźnie nie było już ani śladu.
- Przepraszam pana. – rzekła, uśmiechając się przy tym przepraszająco.
Dziewczyna spoglądała na niego tak, jakby kompletnie nie zdawała sobie sprawy z tego, do czego doprowadziła swoją nieuwagą, co go rozgniewało. Patrzyła na niego tak niewinnie, a jej wina była ewidentna, że miał ochotę ją udusić.
-Coś ty do cholery zrobiła!- cała złość jaka kumulowała się w nim od paru dni, dała o sobie znać w tym momencie. Morderczym wzorkiem spojrzał na blondynkę, która kilka sekund temu nieświadomie pomogła tamtemu mężczyźnie uciec. –Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale przez ciebie na wolności jest morderca- rozejrzał się jeszcze raz dookoła, w nadziei, że może jakimś cudem dojrzy gdzieś podejrzanego.
-Przepraszam?- dziewczyna, gdy wreszcie dotarło do niej co się dzieje, zwróciła się do niego, w jej głosie słychać było oburzenie. –Jakim prawem obwinia mnie pan? Tak jak inni zapłaciłam za godzinę jazdy, wypożyczyłam łyżwy i mam prawo tu być, w przeciwieństwie do innych- znacząco skierowała swój wzrok na buty mężczyzny. – Poza tym nie miałam pojęcia, że ściga pan mordercę, od kiedy policja ubiera się w taki sposób?- zlustrowała go od stóp do głowy.  Czapka z daszkiem, rozciągnięta i nie uprasowana koszula, a do tego podarte dżinsy.
-Ubieram się jak chce- odburknął jej.- Chyba nie myślisz, że będę biegał z wielkim napisem „POLICJA” na plecach, tak by wszyscy kryminaliści zorientowali się kim jestem i mogli mnie unikać- skrzyżował ręce na piersi i z satysfakcją spojrzał z góry na niższą od siebie o dobre kilkanaście centymetrów drobną blondynkę.
-Nie przypominam sobie, żebyśmy przeszli na „ty”-w jej głosie słychać było lekką irytację, denerwował ją ten policjant swoją pewnością siebie i cwaniactwem. Chciała jeszcze coś dodać, gdy rozdzwonił się jego telefon.
-Cześć Adam, no spieprzył mi- spojrzał znacząco na Baśkę, ta tylko wywróciła oczami- będę za piętnaście minut, to ci wszystko opowiem –schował telefon do kieszeni i odezwał się do niej.- Następnym razem patrz  przed siebie i  nie dumaj w obłokach, księżniczko- wiedział, że zdenerwuje ją tym i dawało mu to jakąś dziwną satysfakcję. Wszystkie swoje złe emocje wyładował na niej i musiał przyznać, że przyniosło mu to ulgę. Nie czekał na jej reakcję, obrócił się i chwiejnym krokiem ruszył w stronę wyjścia z lodowiska.
Baśka tupnęła ze złości łyżwą w lód, wiedziała, że to nie był dobry pomysł by tu przychodzić. W duchu przeklinał się, że dała się namówić Patrykowi i Zuzce, by dołączyć do nich. Tak naprawdę miała już dość ich ciągłego marudzenia jej nad nosem i by mieć święty spokój, powiedziała tak.
Chciała już zejść jak najprędzej, z tego przeklętego lodowiska, gdy ujrzała coś błyszczącego. Schyliła się by podnieść przedmiot, jak się okazało była to odznaka policyjna. Od razu pomyślała o tym młodym policjancie, który kilka chwil wcześniej wydarł się na nią. Miała rację, gdy otworzyła odznakę, w środku ujrzała zdjęcie mężczyzny.
-Podkomisarz Marek Nowak- przeczytała na głos i zamyśliła się przez chwilę.
-Basia- z zamyślenia wyrwał ją głos przyjaciółki. Gdy zobaczyła, że brunetka zbliża się do niej, szybko schowała odznakę do kieszeni kurtki. –Co to był za przystojniak? O czym rozmawialiście? Wymieniliście się numerami?- zasypała ją mnóstwem pytań, a  w jej głosie słychać było podekscytowanie.
-Nie ma o czym gadać, jakiś palant- blondynka machnęła ręką ze zrezygnowania.
-Ale słodki palant- Zuza mrugnęła do niej okiem i zachichotała cicho.
-A gdzie masz swojego chłopaka?- Basia za wszelką cenę próbowała zmienić temat, nie chciała by Zuzia zaczęła dopytywać ją o szczegóły. Wiedziała, że na samo wspomnienie Patryka, przyjaciółka traci głowę i zapomina o Bożym świecie.
-Powiedział, że nie wejdzie na lód dopóki ta mała jest na nim- dyskretnie wskazała na małą dziewczynkę, jeżdżącą niedaleko nich. Basia spojrzała na Zuzę znacząco, a po chwili obie wybuchły śmiechem.

Dwa dni do Wigilii
Budynek komendy nie wydawał się jej ogromny z zewnątrz, gdy weszła jednak do środka, przeraziła ją ilość korytarzy i pokoi. Nie miała pojęcia do jakiego wydziału powinna skierować swe kroki, znała tylko nazwisko tego policjanta
Gdy wczoraj wróciła do domu, usiadła na łóżku i dłuższą chwilę przyglądała się znalezionej odznace. Miała wielką ochotę schować ją gdzieś głęboko i nie oddawać jej podkomisarzowi Nowakowi, po to tylko by miał z tego powodu kłopoty. Potraktował ją bardzo oschle, wtedy na lodowisku, a przecież nie miała takiego zamiaru by mu specjalnie przeszkodzić. Pierwszy raz, gdy na niego spojrzała, pomyślała, że jest nawet przystojny i mogłaby się z nim umówić, chwilę później zmieniła jednak zdanie diametralnie.
Postanowiła zaczepić jakiegoś policjanta i poprosić o pomoc, już dobre kilka minut błąkała się po komendzie.
-Przepraszam- obok automatu do kawy stał młody, wyglądający na sympatycznego policjant. Uśmiechnął się do niej przyjaźnie i schylił się po gorący napój. –Szukam podkomisarza Marka Nowaka- nie wydawał się tym zaskoczony, pokręcił lekko głową i zaśmiał się cicho.
-Dlaczego wszystkie młode i ładne dziewczyny zawsze szukają Marka?- speszyła ją lekko jego reakcja, nie wiedziała co ma odpowiedzieć, więc milczała, uważnie mu się przypatrując. –Do końca korytarzem, ostatnie drzwi po prawej- ręką wskazał kierunek, w jaki powinna się udać.
-Dziękuje panu bardzo- uśmiechnęła się do niego w podzięce i nerwowo przełknęła ślinę. Już za chwilę znów go zobaczy i wcale nie była z tego powodu zadowolona.
Pukała kilka razy, ale nikt nie odpowiadał, wyraźnie jednak słyszała, że ktoś tam jest. Ostrożnie uchyliła drzwi, jakby bała się, że za chwile nastąpi jakiś wybuch.
-Kolejna odznaka, która już w tym roku!?- Kobieta, w średnik wieku i krótkich, czarnych włosach, stała nad policjantem, którego Basia poznała dzień wcześniej. Po jej minie i tonie głosu można było zorientować się, że jest zdenerwowana. Podkomisarz Marek, zdawał się nic sobie z tego nie robić, podśmiewywał się pod nosem i wymieniał uśmiechy z mężczyzną, w wieku około czterdziestu lat, który siedział naprzeciwko niego. –A  ty?-kobieta zwróciła się do starszego z mężczyzn- jaki dajesz mu przykład? Pełno zaległych akt, bałagan- rozejrzała się po pokoju, w którym rzeczywiście dawno musiało nie być sprzątane. –Macie czas do szesnastej, by ogarnąć ten chlew i wypełnić zaległe akta, jeśli nie, będziecie robić to w święta- nie żartowała, brzmiała śmiertelnie poważnie i obaj policjancie zdawali sobie z tego sprawę, bo bez słowa zabrali się do roboty.
Kobieta minęła Basię nawet na nią nie spoglądając. Dziewczyna była pewna, że już nie raz wyprowadzili ją z równowagi. Odchrząknęła głośniej by zwrócić na siebie uwagę. Starszy z mężczyzn podniósł wzrok i spojrzał na nią.
-Słucham?- przyglądał jej się uważnie, jakby próbował zapamiętać każdy jej szczegół. Zboczenie zawodowe, pomyślała Basia.
-Ja przyszłam do…- wyciągnęła odznakę z kieszeni i otworzyła ją- podkomisarza Marka Nowaka- wcale nie musiała do niej zaglądać, nazwisko to przeczytała i powtórzyła w myślach już tyle razy, że nawet gdyby w nocy wyrwaną ją ze snu, byłaby w stanie je powiedzieć. Nie miała jednak ochoty, by ktokolwiek o tym wiedział, bo i po co?
Młodszy z policjantów mozolnie oderwał wzrok od papierów. Uśmiech zniknął z jego twarzy, gdy zobaczył kto go odwiedził. Gdy ich spojrzenia spotkały się, oboje szybko spuścili wzrok. Jemu było głupio, jak niemiło potraktował ją wczoraj, ona natomiast obawiała się, że znów wybuchnie i na nią nakrzyczy.
-Yhhmm- odchrząknął głośno i powoli podniósł się z krzesła.
-Znalazłam coś, co chyba należy do pana- popatrzyła na niego przez moment, w ręku trzymając jego odznakę.
Marek zauważył, że całej sytuacji uważnie przysłuchuje się jego kolega. Mimo, że próbował udawać, że strasznie pogrążony jest w wypełnianie akt, nie potrafił powstrzymać uśmiechu na twarzy. Nowak wiedział, że na pewno pomyślał sobie, że on i ta młoda spędzili ze sobą noc i nie chciał by jego kolega wypalił coś głupiego.
-Może porozmawiajmy na korytarzu- dziewczyna twierdząco pokiwała głową i wyszła na korytarz. Marek rzucił Adamowi, który chichotał cicho pod nosem, jedno ze swoich najgorszych spojrzeń i ruszył za dziewczyną.
-Pana odznaka- wyciągnęła w jego kierunku dłoń, w której trzymała przedmiot należący do niego.
Basia nie wiedząc czemu bardzo się denerwowała, gdy zaproponował jej by wyszli na korytarz, zgodziła się bez wahania. Nie czuła się dobrze, widząc jak drugi policjant im się przysłuchuje, poza tym z daleka można było wyczuć napięcie, panujące między nimi. Starała się przybrać obojętny wyraz twarz, nie chciała pokazać mu, że jest słaba. Mógłby to znów wykorzystać i wyładować na niej całą swoją złość.
Marek niepewnie odebrał od dziewczyny swoją oznakę i nerwowo zaczął gładzić się ręką po szyi. Było mu głupio, że ją tak wczoraj potraktował, nie powinien tego robić, przecież nie zrobiła tego specjalnie. Chciał ją przeprosić, ale nie miał pojęcia jak ma zacząć. Gdy spojrzał w jej czekoladowe oczy, coś jakby ścisnęło go od środka, wyglądała tak niewinnie i bezbronnie, miał ochotę podejść do niej i po prostu przytulić.
-Dzięki, ratujesz mi tyłek- uśmiechnął się lekko, ale wyraz jej twarzy pozostał bez zmian. Chciała już odejść, ale złapał ją za nadgarstek. Popatrzyła na jego dłoń, która ściskała jej rękę, a potem spojrzała mu w twarz.-Nie powinienem tak się zachować, przepraszam- widziała w jego oczach prawdziwą skruchę, czuła, że mówi prawdę, nadal jednak nic się nie odzywała. –Miałem w tedy zły dzień, ale nie powinienem odreagowywać tego na tobie, uwierz mi, zwykle tak się nie zachowuję- dopiero teraz zorientował się, że nadal trzyma ją za nadgarstek, zmieszał się lekko i puścił jej rękę.
-Co z nim?- popatrzył na nią dziwnie, nie miał pojęcia o co jej chodzi.- Złapaliście tego mordercę?
-Wpadł na granicy z Niemcami na naszą blokadę- uśmiechnął się zadowolony, na twarzy blondynki również pojawił się uśmiech, po raz pierwszy dzisiaj.
-Cieszę się- popatrzyła mu prosto w oczy, ale tym razem nie odwróciła głowy, tak jak to było przedtem.
-Tak w ogóle Marek jestem, ale to już pewnie wiesz- wyciągnął w jej kierunku rękę, z nadzieją oczekując, że odwzajemni jego gest.
-Basia- uścisnęła jego dłoń. Trwali w tej pozycji, chwilę dłużej niż normalnie, wpatrując się w siebie uważnie.
-To może w ramach przeprosin dasz się zaprosić na jakąś kawę?- gdy wreszcie otrząsnęli się z letargu, zaproponował jej- Przekonasz się, że ja naprawdę fajny chłopak jestem- dodał, widząc jej wahanie.
-Dobrze- odpowiedziała niepewnie. Od początku jej się spodobał, cieszyła się, że chciał się z nią umówić, a do tego był policjantem, więc nic nie powinno jej grozić z nim, nie mogła jednak pokazać, jak bardzo cieszy się z jego propozycji, nie chciała zachować się przed nim, jak jakaś głupia nastolatka.
-Dzisiaj, po szesnastej? Gdzie mieszkasz?- Po jej zgodzie, w jego głosie znów było słychać tę samą pewność siebie, co wczoraj.
-Możemy spotkać się w tym parku, obok komendy?- uśmiechnęła się lekko, a on pokiwał twierdząco głową.- Muszę już iść, w domu na pewno zastanawiają się gdzie jestem.
-Do zobaczenia- wpatrywał się w nią, do póki nie zniknęła mu z oczu.
Dziś wieczorem ma randkę, po raz pierwszy od… czasów licealnych. Po skończeniu szkoły średniej,  wstąpił do akademii policyjnej, a od roku pracuje na komendzie, gdzie jest tak pochłonięty pracą, że nie ma kompletnie wolnego czasu. Czuł narastające w nim podekscytowaniem, z ochotą nawet wziął się za wypełnianie zaległych akt, byle by tylko wyrobić się przed szesnastą.
-Co ty taki zadowolony?- Nic nie umknie uwadze komisarza Adama Zawady.
-Dlaczego mam być niezadowolony? Za dwa dni święta, pada śniego…-Marek nie odrywał wzroku od akt, uśmiech nie znikał jednak z jego twarzy.
-Dzwonią dzwonki sań- Adam dokończył ironicznie-młody, za długo żyję na tym świecie by uwierzyć w tę bajeczkę- Adam zaśmiał się cicho, podszedł do dzbanka z kawą i nalał sobie napoju do kubka.-Blee- skrzywił się, gdy wziął łyk kawy- nigdy nie przyzwyczaję się do tych z automatu.
-Bierz się za akta, Iwona nie żartowała tym razem, a nie mam zamiaru siedzieć tu w święta.-Marek ponaglił kolegę, zabierając mu przy tym kubek z kawą.- I tak nie lubisz-wytłumaczył, gdy zobaczył zdezorientowany wzrok kolegi.- Tffuu, ile ty słodzisz?- mężczyzna wypluł całą zawartość z ust, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. Komisarz zaśmiał się głośno i odebrał swoją własność.
-To co to była za mała?-nadal nie odpuszczał tematu. Próbował by jego głos brzmiał obojętnie, słychać było w nim jednak nutkę zaciekawienia.
-Znajoma- podkomisarz nie miał zamiaru zdradzać koledze wszystkich szczegółów, wiedział, że gdy pozna całą sprawę, jeszcze przez długi czas nie da mu o tym zapomnieć.
-I tak się o wszystkim dowiem- starszy z mężczyzn mruknął pod nosem i zabrał się za znienawidzone przez niego zajęcie, wypełnianie akt.

Basia ubrała się grubo, założyła ciepłą, białą czapkę, szalik i rękawiczki w tym samym kolorze. Na dworze było już ciemno, światło padające z lamp ulicznych odbijało się od leżącego na ziemi śniegu, co rozświetlało okolicę. Chodniki gdzie nie gdzie zasypane były jeszcze białym puchem, dlatego ostrożnie, bez pośpiechu, by nie upaść zmierzała w umówione miejsce. Co jakiś czas słychać było śmiech dzieci, które zjeżdżały na sankach lub lepiły bałwana. Od momentu powrotu do domu z komendy, Basia nie miała nawet czasu denerwować się przed spotkaniem z Markiem, ponieważ od wejścia przywitał ją krzyk matki.  Miała do niej pretensję, że włóczy się po mieście zamiast pomagać jej w domu. Od czasu pamiętnych zawodów w Moskwie stosunki dziewczyny z rodzicielką zmieniły się diametralnie. Wcześniej była jej oczkiem w głowie, troszczyła się o nią, woziła na każdy trening, dopingowała ją. A teraz? Ciągle obwiniała ją, że zniszczyła sobie karierę, wypominała jej wszystko co dla niej zrobiła, ile czasu jej poświęciła. Dopiero niedawno dowiedziała się od taty, że jej mama też kiedyś jeździła na łyżwach, niestety poważna kontuzja przerwała jej karierę. Pragnęła by jej córka osiągnęła coś, czego jej się nie udało, by była najlepszą łyżwiarką na świecie. Niestety ambicje przesłoniły jej zdrowy rozsądek, przestała być matką, a stała się surowym trenerem. Dlatego teraz wypominała Basi brak ambicji, talentu i lenistwo, zaczęła przypisywać jej winę za wszystkie niepowodzenia, ciągle miała do niej jakieś pretensje.
Dotarła w umówione miejsce kilka minut przed szesnastą, Marka jeszcze nie było. Usiadła na jednej z ławek, uważnie wypatrując, czy podkomisarz nie nadchodzi.  
Marek nerwowo spojrzał na wiszący na ścianie zegar, pięć minut do szesnastej. Już pół godziny temu skończył swoją pracę, ale musiał jeszcze wypełnić pewną część akt Adama, który widząc, że mu się śpieszy nie omieszkał tego wykorzystać.
-Skończyłeś już wreszcie?- spytał zirytowany, odkładając ostatnią teczkę na półkę.
-Jeszcze tylko podpis- komisarz uśmiechnął się w stronę kolegi.- Leć już na tę randkę.
-To nie jest rand… hej, przecież nic ci nie mówiłem- spojrzał na niego podejrzliwie.
-Ja wszystko wiem- uśmiechnął się chytrze, założył ręce za głowę i rozłożył się wygodnie na krześle.
-Jasne, podsłuchiwałeś-bardziej stwierdził, niż spytał i pokręcił z niedowierzania głową.- Nie mam teraz czasu o tym gadać- znów nerwowo spojrzał na zegarek, na którym wybiła właśnie szesnasta. –Ale jeszcze się policzymy- pogroził mu żartobliwie palcem, chwycił kurtkę i prawie biegiem opuścił komendę.
Nerwowo rozglądał się po parku, nigdzie jednak jej nie widział. Spóźnił się dziesięć minut, ale miał nadzieję, że poczeka na niego. Sam nie wiedział dlaczego, ale miał wielką ochotę ją znów zobaczyć, może to przez te jej śliczne, brązowe oczy, a może piękny i szeroki uśmiech. Odetchnął z ulgą, gdy zobaczył drobną, skuloną postać siedzącą na ławce.
-Przepraszam za spóźnienie- zaczął, gdy znalazł się obok niej. Podniosła powoli wzrok i uśmiechnęła się lekko, gdy go zobaczyła.
-Nic się nie stało- odpowiedziała wstając.
Przez chwilę zapanowała cisza, nie była ona jednak krępująca. Oboje wpatrywali się w siebie, jakby chcąc zapamiętać każdy szczegół.
-Może pójdziemy na jakąś kawę i ciastko, zmarzłaś?- zaproponował, gdy dostrzegł, że lekko zadrżała z zimna.
-Troszeczkę- uśmiechnęła się, zadowolona z jego propozycji.
-Tu niedaleko jest taka fajna knajpka- pokiwała głową ze zrozumieniem.

-To może powiesz mi coś więcej o sobie, bo o mnie już trochę wiesz, a ja znam tylko twoje imię- gdy usiedli wygodnie w kawiarni i złożyli zamówienie, Marek rozpoczął rozmowę.
-Nazywam się Basia Tkaczyk, mam dwadzieścia lat i studiuję dziennikarstwo- zaśmiała się, gdy zdała sobie sprawę, że zabrzmiało to trochę jak ogłoszenie matrymonialne. –No i pomagam groźnym przestępczą uciec- zażartowała i po chwili oboje wybuchli śmiechem.
-Ostrzegę kolegów przed tobą… ała za co?- Popatrzył na nią zszokowany i zaczął rozmasowywać bolące ramie.
-Za ojczyznę- wytknęła w jego kierunku język i kolejny raz dzisiaj wybuchła śmiechem.- Szkoda, że nie widziałeś swojej miny.
-No bardzo śmieszne- próbował udawać obrażonego, ale nie mógł powstrzymać uśmiechu.- Tak poza tym masz bardzo silny cios, trenowałaś boks, czy coś?- Basia momentalnie spoważniała i spuściła wzrok. Marek zauważył to i nie wiedział czy znów bawi się z nim, czy może powiedział coś nie tak. –Coś się stało?
-Złe wspomnienia, po prostu- zamyśliła się na chwilkę. Nigdy jeszcze nikomu nie zwierzała się ze swoich problemów, nawet Zuzia nie miała pojęcia o jej konflikcie z mamą. Wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić.- Trenowałam łyżwiarstwo figurowe przez ponad dziesięć lat, trzy lata temu rzuciłam je jednak...
Opowiedziała mu wszystko, o Saszy, nieudanym konkursie w Moskwie i pretensjach matki. Marek słuchał jej uważnie, nie przerywając ani razu. Basia kilka razy bliska była wybuchnięcia płaczem, ale za każdym razem powstrzymywała się i kontynuowała swoją opowieść.  Gdy skończyła, poczuła wielką ulgę. Mają rację wszyscy ci, co twierdzą, że zwierzenie się  komuś z własnych problemów bardzo pomaga.
-Nie chcę się wtrącą- Marek rozpoczął ostrożnie- ale myślę, że powinnaś porozmawiać z mamą, powiedzieć jej co czujesz.
-Myślisz, że nie próbowałam- westchnęła głośno i upiła łyk czekolady. –Do niej nic nie dociera, jakby mogła ciągle gadałaby o łyżwiarstwie i mojej porażce. Zawiodłam ją.
-Hej- zauważył, że jej oczy zaszkliły się. Położył swoją dłoń na jej i odezwał się czule.- Nie masz prawa się obwiniać. To był tylko jeden błąd, gdybyś otrzymała w tedy wsparcie, jestem pewien, że dzisiaj jeździłabyś po całym świecie i wygrywała każde zawody.
-Naprawdę tak myślisz?- podniosła wzrok i spojrzała mu w oczu. Uśmiechnął się lekko do niej i pokiwał twierdząco głową. –Dziękuje.
-Ja nic nie zrobiłem- puścił jej dłoń i zabrał się za konsumpcje przepysznie wyglądającej szarlotki.
-Wysłuchałeś mnie i okazałeś zrozumienie, to wiele dla mnie znaczy. Kto by pomyślał, że tak zmienię zdanie o tobie- wyrwało jej się.
-Zmieniłaś?- Marek podchwycił temat.- To co na początku o mnie myślałaś?- Na jego twarzy pojawił się chytry uśmiech.
-No wiesz, nakrzyczałeś na mnie i wyzwałeś od najgorszych- zaczęła się bronić.
-To nie jest odpowiedź na moje pytanie- zaśmiał się widząc jej zakłopotanie.- Powiedz, obiecuję ci, że się nie obrażę- przyłożył rękę do serca, w ten sposób chcąc ją zachęcić do mówienia.
-Palant, zarozumiały osioł itp.- prawie wyszeptała, spuszczając przy tym wzrok. Podkomisarz wybuchnął śmiechem, co ją wybiło lekko z tropu.
-A teraz co myślisz?- zdołał zadać kolejne pytanie, pomiędzy kolejnymi atakami śmiechu.
-Ciebie to bawi- dopiero teraz zdała sobie sprawę, że podpuścił ją specjalnie, by czuła się zakłopotana.
Basia cieszyła się, że zgodziła się na ten wypad. Marek okazał się naprawdę miłym facetem, a do tego wysłuchał ją i okazał zrozumienie. Dzięki rozmowie z nim poczuła się lepiej, pierwszy raz od pamiętnych zawodów.
Podkomisarz, jako dobrze wychowany, młody mężczyzna, zaproponował dziewczynie, że odprowadzi ją do domu. Droga minęła im w przyjemnej atmosferze, śmiali się, rozmawiali doszło nawet do drobnej bitwy na śnieżki.
-Tutaj mieszkam- Basia zatrzymała się przed jednym z budynków.
-Masz bardzo ładny dom- Marek uśmiechnął się do niej. Przez chwilę zapanowała niezręczna cisza, oboje wpatrywali się w siebie, jakby wyczekując swoich reakcji. –To był naprawdę miły wieczór.
Chłopak zbliżył się o krok do niej i złapał ją za dłoń. Pochyli się nad nią, ale nie spotkał jej ust, Basia odsunęła się od niego. Kątem oka dostrzegła jak firanka w oknie poruszyła się. Wiedziała, że mama obserwuje ją, a nie miała siły na kolejne awantury. Poza tym od kiedy Sasza zerwał z nią nie miała żadnego chłopaka, straciła zaufanie do mężczyzn.
Marek próbował ukryć rozczarowanie na swojej twarzy, wydawało mu się, że coś między nimi zaiskrzyło. Obawiał się też, czy nie pośpieszył się zbyt bardzo i przez to Basia może teraz nie chcieć ponownie się z nim spotkać.
-Tak…- podrapał się nerwowo po głowie.- To ja już chyba będę lecieć- dziewczyna pokiwała lekko głową, nie odzywając się nic. –Zobaczymy się jeszcze?- w jego głosie słychać było lekką obawę, spojrzał wzrokiem pełnym nadziei na dziewczynę.
-Dobranoc- w jej głosie słychać było zdenerwowanie, ciągle spoglądała niepewnie w stronę okna. Dobry humor prysł jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jej mama potrafiła sprawić, że strach paraliżował ją i znów czuła się niechciana. Ostatni raz spojrzała mu w oczy, a potem szybko odwróciła się i wbiegła do domu.
-Kto to był?- od progu powitał ją „miły” głos matki.
-Znajomy- odpowiedziała krótko i chciała udać się do pokoju, ale mama złapała ją za nadgarstek.
-Ze znajomymi się tak obściskujesz?
-To moja sprawa- chciała wyrwać się z jej uścisku, ale trzymała ją mocno.
-Włóczysz się z jakimiś podejrzanymi typami i przynosisz nam wstyd- to było jej ulubione zdanie, ciągle powtarzała córce jak ich upokarza i rozczarowuje.
-Marek nie jest żadnym podejrzanym typem, tylko policjantem- widać było, że kobietę zaskoczyły te słowa, co Basia skrzętnie wykorzystała i uwolniła się z jej uścisku. –Zresztą nie musisz się tak o mnie martwić- w jej głosie słychać było ironię- bo już nigdy więcej się z nim nie spotkam, nie mam nawet jego numeru- dopiero zdała sobie sprawę znaczenia tych słów i w jednej chwili posmutniała.

Wpadłam na ten pomysł jak obejrzałam stare odcinki Kryminalnych:) Druga część wkrótce:)